I Walny Zjazd
Fotoklubu RP
W piątą rocznicę powołania Fotoklubu
Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców odbył się w dniu 27 maja
2000 r. w Warszawie I Walny Zjazd członków rzeczywistych. Podsumowano dotychczasową
działalność, podjęto uchwałę o zmianie statutu i dokonano wyboru nowych
władz.
Zarząd ukonstytuował się i dokonał
podziału obowiązków:
* Prezes
- Mieczysław Cybulski
- sprawy członków rzeczywistych, współdziałanie
z Kapitułą, tytuły, medale, kontakty z władzami i instytucjami, ogólna opieka
nad całością.
* Wiceprezes I - Andrzej Jaworski
-rzecznik prasowy, Internet, wydawnictwa, recenzje.
* Wiceprezes II - Ryszard Frankowski
- organizacja plenerów, współpraca zagraniczna, zloty, akcje fotograficzne.
* Sekretarz - Mariola Godlewska
- sekretariat, korespondencja, ewidencja członków, dokumentacja.
* Skarbnik - Małgorzata Krystyna
Dołowska - sprawy finansowe, rozliczenia, ewidencja składek.
* Członek Zarządu - Paweł Dubicki
- sprawy członków nadzwyczajnych, debiuty, spotkania środowiskowe, rekrutacja,
szkolenia.
* Członek Zarządu -Tomasz Schmid
- wystawy, współpraca z galeriami, organizacja uczestnictwa w konkursach
zagranicznych, informacje o konkursach FIAP.
* Członek Zarządu - Zofia Rajska
- organizacja konkursów krajowych i międzynarodowych oraz wystaw.
* Członek Zarządu - Andrzej Ruciński
- współpraca z delegatami (kierownikami) do spraw regionów i rejonów oraz
z Towarzystwami Fotograficznymi w Polsce.
Zarząd Fotoklubu RP powołał Wojciecha
Wesołowskiego na pełnomocnika (kierownika) do spraw młodzieży i kontaktów
z Komisją d/s młodych FIAP . Łącznikiem Fotoklubu RP z FIAP pozostaje nadal
Sławomir Kozioł.
Zjazd uzupełnił skład Kapituły
RP i obecnie jest następujący:
* Prezydent Kapituły - Juliusz
Garztecki
* Wiceprezydent - Aleksander Jałosiński
* Wiceprezydent - Helena Gąsiorowska
* Sekretarz - Mieczysław Cybulski
* Członkowie; - Ryszard Kreyser,
Marian Jelita Zaleski, Henryk Rogoziński, Andrzej Pytliński, Janusz Mielczarek,
Mirosław Skrzypkowski, Jerzy Wygoda.
Na I Zjazd Fotoklubu RP firma AGFA
sp. z o.o. przygotowała efektowne upominki dla każdego uczestnika.
(red)

|
|
Fotokluby,
fotokluby...
Fotoklub
- słowo
nader pojemne, w użyciu od chwili, gdy po wynalezieniu suchej kliszy bromożelatynowej
powstał na większą skalę ruch miłośników fotografii, natychmiast utożsamiony
z uprawianiem fotografii twórczej, artystycznej.
Terminu używano
zresztą synonimowo ze słowami towarzystwo, stowarzyszenie.
Ogromny wpływ
na fotografię, przynajmniej części Europy, wywarł Fotoklub Paryski,
którego animatorem i prezesem był major armii francuskiej Puyo, teoretykiem
zaś krytyk Robert de la Sizeranne.
Fotoklub
Paryski postawił sobie za zadanie przywrócenie fotografii utraconej wówczas
przez nią rangi sztuki. Według współczesnych ocen poszedł ku temu błędną
drogą, próbując upodobnić odbitkę fotograficzną do malarstwa lub grafiki
- najwyższą oceną, jaką wystawiał de la Sizeranne było - To zdjęcie jest
zupełnie niepodobne do fotografii!
Na estetyce
paryskiej, trafnie określonej przez Mirosławę Rupocińką jako
pseudoimpresjonizm,
niewolniczo wzorował się Jan Bułhak i krąg jego uczniów.
Stworzyli
oni Fotoklub Wileński - grupę towarzyską ludzi twórczo uprawiających
fotografię. Na comiesięcznych zebraniach każdy członek Fotoklubu miał obowiązek
albo przedstawić pod zbiorową ocenę jedno nowo wykonane zdjęcie, albo przeczytać
własny przekład artykułu z zagranicznej prasy fotograficznej (znajomość
języków zachodnioeuropejskich była wówczas znacznie szersza, niż obecnie),
albo wreszcie wpłacić do kasy Fotoklubu określoną kwotę "na herbatę".
Organizatorem
i ideologiem Fotoklubu Wileńskiego był Jan Bułhak.
Po kilku
latach, po sukcesie wydanego pierwszego Almanachu Fotografii wileńskiej
(wcześniejszy był analogiczny lwowski, lecz jego egzemplarze zaginęły),
na tej bazie powstał Fotoklub Polski. Z oczywistych powodów, zrzeszający
twórców z tak odległych ośrodków, jak Warszawa, Wilno, Lwów, Poznań i in.,
nie mógł działać jako grupa towarzyska (dziś nazwalibyśmy ją grupą twórczą).
Na czele Fotoklubu Polskiego stała pięcioosobowa Kapituła. Przyjęcie nowego
członka odbywało się w tajnym głosowaniu z wymogiem jednomyślności. Członkostwo
to nobilitowało więc jego posiadacza jako przynależnego do superelity fotograficznej.
Połączone jednak było z twardo przestrzeganym wymogiem uczestniczenia każdego
roku w określonej liczbie międzynarodowych salonów fotograficznych. Statystyki
uczestnictwa ogłaszano w Almanachu Fotografii Polskiej, obok kronik działalności
towarzystw, artykułów teoretycznych, a także reprodukcji wybranych dzieł.
Pewnym kuriozum
wśród fotoklubów światowych jest duński Amagerkłub, który też stanowi
reprezentację tematycznej superelity , ale ma statutowo ograniczoną liczbę
członków do 100; nowy może więc zostać przyjęty dopiero po śmierci jednego
ze stu.
Sprawą uznania
fotografii za sztukę równouprawnioną z innymi dyscyplinami, była przedmiotem
prowadzonej ze zmiennym szczęściem walki przez niemal cały okres międzywojenny.
Sytuacja była do tego stopnia kuriozalna, że np. cechowe rzemiosło fotograficzne
domagało się niemal zakazu wykonywania tego "zawodu" przez amatorów, nawet
odbierania im aparatów(!) jeśli np. wydali pocztówkę (uznano to za działalność
zarobkową), a Bułhak, aby działać, a także uzyskać stanowisko asystenta
na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (wbrew
potocznym mniemaniom nigdy nie uzyskał profesury) musiał zdać egzamin na
mistrza cechowego i otworzyć w Wilnie zakład fotograficzny.
Między innymi
dlatego zapewne Fotoklub Warszawski, działający w latach 1938-39
w mieszkaniu Janusza Podoskiego, późniejszego współzałożyciela ZPAF, funkcjonował
prawie "konspiracyjnie". Liczył 12 członków, w tym tak znanych, jak Jan
Sunderland, Tadeusz Cyprian, Marian i Witold Dederkowie, Tadeusz Przypkowski,
Klemens Składanek czy Zofia Chomętowska.
Fotoklub
ten miał interesujące formy działania. Wprawdzie nie było tam herbaty lecz
"śliwowica" produkcji Podoskiego - wódka czysta nalewana na chwilę na wiecznie
te same kilka śliwek suszonych - ale zadania twórcze stawiano sobie nader
poważne.
Przykład:
Podoski wykonał portret kobiecy, z niego 12 identycznych negatywów, które
rozdano członkom Fotoklubu. Po miesiącu okazało się, że przynieśli na
zebranie
dwanaście zupełnie różnych pozytywów. Można to zresztą uznać za koronny
dowód, że fotografia jest sztuką twórczą: nie rejestruje mechanicznie rzeczywistości,
lecz ją interpretuje.
Po drugiej
wojnie światowej wysiłki wprowadzenia fotografii między sztuki, jako równouprawnionej
dyscypliny, zaowocowały.
W Polsce
powstał ZPAF (początkowo pod inną nazwą). W ówczesnych ramach prawnych
PRL członkostwo ZPAF dawało przywileje: praktyczny monopol wykonywania
prac dla instytucji państwowych i jednostek gospodarki uspołecznionej omz
specjalną obniżkę stopy podatku dochodowego.
W zamierzeniu
miało to doprowadzić do sytuacji, w której członkowie ZPAF z własnych,
w przewidywaniu wysokich zarobków mieli finansować własną twórczość.
Praktyka odbiegała
od zamierzeń. Dość szybko wyróżniła się grupa dobrze zarabiających (tzw.
wówczas "kominiarze"), którzy rzadko lub nigdy występowali w działalności
twórczej - choćby wystawami indywidualnymi, oraz tych, którzy uprawiali
twórczość bezzarobkowo.
Wprawdzie
tzw. Komisja Artystyczna ZPAF miała prawo przywoływać nie działających
twórczo do porządku, lecz przepis okazał się martwy. Doszło do tego, że
na jednym z zebrań Okręgu Warszawskiego ZPAF, nie żyjący już nestor Fotoklubu
Wileńskiego i Polskiego Stanisław Turski z całą powagą postawił wniosek
powołania Sekcji Fotografii Artystycznej przy Związku Polskich Artystów
Fotografików.
Wedle ustaleń
Okrągłego Stołu mieliśmy mieć w Polsce połączenie prawdziwego socjalizmu
z gospodarką rynkową. Nie jest to aż tak dziwaczna hybryda. Ale zamiast
tego otrzymaliśmy dziki, drapieżny kapitalizm, przypominający Amerykę z
XIX wieku w kieszonkowym wydaniu. Zawalił się cały system państwowego finansowania
kultury. Z kilkuset towarzystw, klubów i kół fotograficznych, a zwłaszcza
dla młodzieży pozostało kilkanaście i to dzięki szalonej pracy i poświęceniu
małych grup, często nawet pojedynczych animatorów. Ośrodki, Domy Kultury
powołane m.in. do rozwijania zainteresowań twórczych, pobierają opłaty
za uczestnictwo, co eliminuje wielu młodych, którzy podejmują inne działania
niż wychowanie przez sztukę.
ZPAF utracił
przywileje, a kryzys pogłębił wiele nieprzemyślanych posunięć władz tego
Związku.
W nowej rzeczywistości
powstał Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenie Twórców
zrzeszający indywidualnych twórców zawodowych stanowiących trzon Stowarzyszenia
jak również miłośników sztuki fotograficznej. Członkami zbiorowymi są Stowarzyszenia
Fotograficzne jak również firmy wspierające rozwój fotografii.
Fotoklub
RP ma dwa istotne zadania, których już nikt nie spełnia: popieranie twórczości
fotograficznej oraz należyte uhonorowanie osiągnięć w tej dziedzinie.
Pierwsze
z nich spełnia inspirując, współorganizując plenery fotograficzne, konkursy,
wystawy, drugie to nadając tytuł honorowy "Zasłużony dla Fotografii Polskiej"
osobom, których zasług aż nazbyt długo nie dostrzegano ani należycie nie
honorowano, a także pośredniczy w uzyskiwaniu tytułów Międzynarodowej Federacji
Sztuki Fotograficznej, w której reprezentuje Polskę na zasadzie wyłączności
.
Działalność
Fotoklubu RP jest finansowana ze składek jego członków, a także dzięki
sponsorom m.in. KODAK POLSKA Sp. z 0.0, Fundacja "Fotografia dla Przyszłości"
i inni. Funkcje w Fotoklubie RP pełnione są honorowo.
A więc, ostatecznie,
po co Fotoklub RP! Po to, by mogli się w nim zrzeszać ludzie, których interesuje
twórczość fotograficzna, współpracować i wymieniać doświadczenia.
Tylko tyle.
I aż tyle.
Juliusz
W. Garztecki zdfp
______________________
"Wiadomości
Fotograficzne" 3/98

|
|
Pamięci
Andrzeja Voellnagla
Odwoływanie
się do ideałów młodości jest cechą każdego pokolenia, ale nie każdemu udało
się, dochować ich wierności przez całe życie. Rzetelność, życzliwość i
kultura to wartości, którym Andrzej służył bez reszty stając się ich symbolem
i przykładem!
Sposoby realizacji
tych wartości są wielką sztuką społecznej komunikacji!
Te myśli
nasuwają się same, gdy widzę jak trwoni się dobro kiedyś wspólnie wypracowane
i jak bezradni stajemy wobec narastających trudności i lekkomyślności.
Demokracja,
wolność, równość stają się niepełne, gdy ich realizację prowadzą blimi
pozbawieni cech tak ważnych dla Andrzeja!
Jestem przekonany,
że właśnie obecnie byłby On potrzebny dla łagodzenia paradoksów życia naszej
fotograficznej społeczności. Odwoływanie się do umiejętności rozwiązywania
sporów, przestrzeganie kultury obyczajów na pewno wyjaśniłoby nie jedną
sytuację. Należy oddać hołd Jego pracy, którą włożył w rozwój Fotografii
Polskiej szczególnie w trudnych latach 80-tych.
To odebrane
w młodości nauki i zasady pozwoliły Mu wykonywać przyjęte obowiązki zgodnie
z zasadami wyniesionymi ze Szkoły Mazowieckiej i międzywojennych studiów
politechnicznych.
W częstych
chwilach wzajemnych polemik Andrzej potrafił swoim autorytetem godzić i
uspokajać zwaśnionych. W licznych spotkaniach i rozmowach zachowywał jasność
sądów i ocenę trudności nierzadko odwołując się do ironii i dowcipu. To
zapewne nauka wyniesiona z trudnej pracy powojennej w roli łącznika Polskiej
Misji Wojskowej na Zachodzie i organach ONZ.
Byłem kilkakrotnie
z Andrzejem na spotkaniach międzynarodowych organizacji fotograficznych
i widziałem jak sprawnie przeprowadzał korzystne dla nas rozwiązania mimo
oporu współuczestników. To dzięki Jego argumentom zawsze wybaczano nasze
buntownictwo w sztuce i nie narzucano zasadniczych socjalistycznych motywacji.
Wychowany w głębokim patriotyzmie, zafascynowany ideałami YMKI i młodzieżowych
korporacji, gdzie słowo Naród stawiano na pierwszym miejscu, starał się
realizować przyjęte ideały. Był tak potrzebny jak chłodny wiatr w upalne
dni narastających konfliktów ekonomicznych i politycznych. Na pewno Jego
talent artysty-fotografika był podporządkowany nakazowi rzetelnego obowiązku
pracy w organizacjach fotograficznych do których należał. To była zasada
"sztuka dla prawdy" a nie "sztuka dla sztuki". Uprawiał i rozumiał fotografię
reportażową przy jednoczesnym dążeniu do poszukiwań kolorystycznych i formalnych.
Jego piękny
obraz instalacji chemicznej przetworzonej w technice kolorowej solaryzacji
można porównać do dyszącego ogniem molocha przemysłu! Zamiłowania do
fotografii
kolorowej wyniósł z perfekcyjnie opanowanej techniki, która posłuszna Jego
zamysłom służyła do kreacyjnych rozwiązań.
Andrzej Voellnagel
był znakomitym popularyzatorem sztuki i techniki fotograficznej. Liczne
książki i podręczniki jak między innymi: "Fotoleksykon dyskusyjny", "Kaprysy
koloru w fotografii", znakomity przekład z niemieckiego Feiningera "Nauki
o fotografii" inne, pisane były lekko i dowcipnie wchodząc łatwo do świadomości
fotografa.
Pracowitość
Andrzeja przekraczała potoczny wymiar, tego słowa i była pasją Jego trybu
życia. Ścisły umysł i wykształcenie owocowały wieloma dokonaniami jak artykuły,
tłumaczenia, a nawet wynalazki. stworzył swoisty system gromadzenia i wykorzystywania
informacji o fotografii, technice i motoryzacji. Ergonomiczne rozwiązanie
wprowadził w skromnej domowej ciemni w której wykonywał prace fotograficzne.
Dużo
zrobił dla prezentacji naszej fotografii w świecie. Jako stały delegat w
FIAP ze swoją znajomością wielu języków obcych potrafił zapewnić do dziś
trwające kontakty. Potrafił utrwalać więzy przyjaźni i koleżeństwa między
fotografikami niezależnie od ich przekonań i postaw.
Ten sposób
na życie bez względu wolnego czasu był możliwy dzięki miłości i pomocy
domowników z żoną Janiną i córką Ewą. Tradycyjna polska gościnność oraz
bezpośredniość spotykała wielu przyjaciół i gości.
Zapewne wcześniejsze
osiągnięcia i zainteresowanie sportem motorowym pozwalały Mu na podejmowanie
szybkich decyzji również w dziedzinie fotografii.
Znane jest
w psychologii zjawisko "powidoku", które polega na zapamiętaniu sylwetki
znikającego przedmiotu w fotografii "obrazu utajonego" i jeszcze nie wywołanego
na filmie. Jestem przekonany, że w pamięci wielu fotografujących i przyjaciół
Andrzej zostanie zawsze przywołany, gdy chodzić będzie o dobro naszej ukochanej
fotografii!
Niech ta
pamięć stanie się rodzajem modlitwy za Jego piękną duszę.
Jerzy
Lewczyński zdfp, EFIAP

|
Centrum Animacji Kultury
i Stowarzyszenie Twórców
Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej
ogłaszają przyjęcia na pierwszy rok nauki
w Wyższym Studium Fotografii i Technik
Obrazowania
Program Studium zatwierdzony przez Ministerstwo
Kultury i Dziedzictwa Narodowego, obejmuje 1250 godzin wykładów i zajęć
praktycznych (trzydzieści przedmiotów). Nauka trwać będzie trzy lata (sześć
semestrów). Zajęcia na sesjach dwa razy w miesiącu (sobota i niedziela).
W okresie między sesjami słuchacze opracowują prace kontrolne z obrazowania
(cyfrowy zapis i obróbka obrazu) realizowany będzie przy współpracy z firmą
AGFA Sp. z o. o. w Warszawie.
Przewiduje się letnie sesje plenerowe.
Warunki przyjęcia:
1. Ukończone 18 lat
2. Posiadanie świadectwa ukończenia szkoły średniej
uprawniające do studiowania w szkołach wyższych.
3. Przedstawienie na egzaminie teczki z własnymi
pracami fotograficznymi lub plastycznymi
4. Złożenie egzaminu wstępnego z wynikiem pomyślnym.
Egzaminy wstępne odbędą się w czerwcu br. O terminie egzaminu kandydaci
zostaną powiadomieni listownie.
Kandydat składa (w terminie do 15 czerwca 2001
r.) w Sekretariacie Studium:
Fundacja "Fotografia dla Przyszłości"
ul. Mokotowska 9
00-640 Warszawa
tel./fax. (022) 825-29-40, 828-47-05.
l. Ankietę słuchacza (wydaje Sekretariat)
2. Odpis świadectwa szkoły lub dyplomu uczelni.
3. Wnosi opłatę egzaminacyjną 100 zł. (dowód
wpłaty)
4. Kandydat może załączyć skierowanie z zakładu
pracy lub urzędu zatrudnienia.
Rozpoczęcie nauki w październiku 2001 r.
Po uzyskaniu absolutorium słuchacze składają egzamin
dyplomowy i otrzymują dyplom stwierdzający wykształcenie specjalistyczne
na poziomie wyższym w dziedzinie fotografii (fotografiki) potwierdzający
przygotowanie dydaktyczno-pedagogiczne w zakresie nauczania fotografii
oraz kwalifikacje do wykonywania zawodu artysty fotografika (zgodnie z
urzędową nomenklaturą zawodów).
Bliższych informacji udziela Sekretariat telefonicznie
lub listownie
(red)

|
Wernisaże w "Galerii Podróżnika"
(fragment)
W "Galerii Podróżnika
" w Ośrodku Kultury Ochoty w Warszawie 13 marca w piątek bieżącego roku
- w brew przesądom - odbył się udany wernisaż wystawy fotograficznej Małgorzaty
Dołowskiej zatytułowanej "Barwy lamusa". Prace zaprezentowane przez
autorkę kreowały przedmioty (z jej lamusa), które ulegają zapomnieniu.
Wybranie fragmentu często o znaczeniu wieloznacznym było jej świadomym
działaniem. Autorka udowodniła nam, że przedmioty niechciane, zapomniane,
wyrzucone do lamusa posiadają jednak w swej strukturze wartości, dające
twórcy nie tylko natchnienie ale lepsze poznanie materii i śladów przemijania.
Styl fotografowania jaki stosuje
autorka odbiega zasadniczo od dotychczas stosowanych sposobów obrazowania
w fotografii, gdyż obrazy pokazuje nam w bardzo dużym zbliżeniu (stosuje
technikę makrofotografii), co wpływa na szersze poznawanie przedmiotów.
Wrażliwość autorki ma swoje odbicie w sposobie komponowania obrazu estetycznego,
jak również ciekawego plastycznie. Światło jest ważnym elementem kompozycji.
Niczego nie zmienia tylko dokonuje
wyboru. Jej sposób patrzenia i odczuwania świata jest wyjątkowy, przemyślany
i bardzo osobisty. Małgorzata Dołowska ma za
sobą dziesięcioletni staż twórczy. Miała wystawy indywidualne i brała udział
w wielu wystawach w kraju i za granicą. W 1989 ukończyła Studium Form Fotograficznych,
a w 1993 r. Wyższe Studium Fotografii. Znana jest ze swej działalności
organizacyjnej w Fundacji "Fotografia dla Przyszłości" i w Fotoklubie Rzeczypospolitej
Polskiej. Jest inicjatorem plenerów i warsztatów fotograficznych. Prowadzi
w Warszawie Studium Form Fotograficznych dla młodzieży pragnącej pogłębiać
wiedzę z dziedziny fotografii. Interesuje się zagadnieniami związanymi
z promowaniem uzdolnionej młodzieży zajmującej się twórczo fotografią.
Mieczysław Cybulski zdfp
WF
4/98

|
Gratulacje dla członków Fotoklubu
RP
Kapituła Fotoklubu Rzeczypospolitej
Polskiej Stowarzyszenie Twórców uchwałą jednogłośnie podjętą nadała godność
członka honorowego - "Zasłużony dla Fotografii Polskiej" następującym osobom:
l. Zbigniew Grzegorski
-Poznań -Redaktor Naczelny "Zeszyty fotograficzne"
2. Marian Rumin -Kielce
-Dyrektor Biura Wystaw Artystycznych
3. Feliks Zwierzchowski
-Warszawa -Art. fotografik, opiekun biblioteki fotograficznej, PI. Zamkowy
8 w Warszawie.
4. Jan Weselik -Warszawa
-Art. fotografik, działacz ruchu fotograficznego.
Na zaproszenie Kapituły Fotoklubu
RP przyjęto na członków rzeczywistych z tytułem AFRP następujące osoby:
1. Zbigniew, Juliusz Kot - Kraków
2. Maciej, Roman Michalski -Pabianice
3. Wiesław, Antoni Tum o -Końskie
4. Marian, Józef Klusek -Końskie
5. Jerzy, Roman Wiklendt -Jelenia
Góra
6. Teresa Gondek -Gliwice
7. Ryszard Zięckowski -Białystok
8. Mieczysław, Jan Potocki -Łódź
9. Krzysztof, Jerzy Dorcz -Wocławek
10. Marek, Eugeniusz Grausz -Toruń
11. Sylwester Broimski -Warszawa
12. Henryk Tkocz -Niedobczyce
13. Michał Kurc -Węgrów
14. Adam Gryczyński -Kraków
Redakcja "Wiadomości Fotograficznych"
wymienionym osobom składa gratulacje i życzenia dalszych sukcesów oraz
pomyślności w życiu osobistym.
WF 4/98

|
Informacje Fotoklubu RP
Informujemy członków Fotoklubu RP,
że od stycznia 2001 roku opłaty są następujące:
Wpłaty należy dokonywać na konto
Fotoklubu RP PKO BP V O. Warszawa nr 10201055-143895-270-1
Prosimy o podawanie na
blankietach
opłat wyszczególnienie wartościowe - jakich pozycji dotyczy wpłata
(ułatwi pracę skarbnika).
Fotoklub RP i Redakcja "Wiadomości
Fotograficznych" dziękują wszystkim osobom, instytucjom, stowarzyszeniom
za nadesłane życzenia świąteczne i noworoczne.
Szanowni czytelnicy, uprzejmie
informujemy,
że "Wiadomości Fotograficzne" wydawane są w miarę posiadanych środków na
druk i opłatę pocztową. Biuletyn "WF" otrzymują placówki kultury, towarzystwa
fotograficzne, członkowie Fotoklubu RP . Nakład 2500 egz.
WF 3/2000

|
Wspomnienia
- wspomnienia - wspomnienia
O Janku Mierzanowskim
|
|
Z Jankiem Mierzanowski spotkałem się pierwszy raz w siedzibie Polskiego
Towarzystwa Fotograficznego. Było to w roku 1951. Przez wiele kolejnych lat
spotykałem się z Jankiem na polu fotografii. Zawsze pełnił różne funkcję.
Prowadził szkolenie dla młodych. Słynne spotkania z wybitnymi twórcami i
teoretykami fotografii m.in. z Janem Sunderlandem, Witoldem Dederko, Marianem
Szulcem, Urszulą Czartoryską i innymi odbywały się w siedzibie Towarzystwa
przy ul. Śniadeckich 10 w Warszawie gdzie panowała wyjątkowo przyjacielska
atmosfera, której brakuje obecnie zwłaszcza w ZPAF.
|
Jan Mierzanowski kolekcjonował stare
aparaty fotograficzne, literaturę i czasopisma o tematyce fotograficznej
i założył małe muzeum zbiorów w suterynie domu w którym mieszkał. Prezentował
zbiory na wielu imprezach i zapraszał zainteresowanych do swojego muzeum.
Zbiory oglądali z zainteresowaniem zwłaszcza młodzi miłośnicy fotografii.
Marzeniem Janka było założenie muzeum fotografii i czynił wiele starań,
ale władze lokalne uważały, że ważniejsza jest "budka z piwem" niż prezentacja
zbiorów historycznych mających znaczenie edukacyjne. Zawód jaki wykonywał
Janek to fotoreporter wojenny, realizator filmów, instruktor fotografii
i działacz ruchu fotograficznego. Fotografował z pasją i często wykonywał
montaże, jak na ówczesne lata były to montaże wyjątkowe.
Za działalność twórczą otrzymał
wiele odznaczeń państwowych i wyróżnień. Był członkiem założycielem Fotoklubu
RP, a Kapituła nadała mu godność honorową "zasłużony dla fotografii polskiej"
i tak można określić Jego wieloletnią działalność.
Gdy odczuwał, że siły już nie pozwalają
być aktywnym, podjął się podsumowania swojego życia. Opisał szczegółowo
i szczerze w pamiętnikach wydanych pt. "Wspomnienia fotoreportera". Fragmenty
wspomnień, które zamieszczam może zachęcą do przeczytania w całości. "Jeszcze
dzisiaj - po tylu latach - gdy przymykam oczy, niby wyrazista fotografia
pojawia się w mej wyobraźni widok przypominający mi dzieciństwo. Polna
droga wysadzana rosochatymi wierzbami, obramowana płytkimi rowami, porośnięte
murawą po obu stronach, jak okiem sięgnąć pola i łąki, jednej z najurodzajniejszych
ziem na świecie - ziemi Podola.
Wiele to razy jechałem tą drogą
na furce zaprzęgniętych w Parę koni, bezpieczny w ramionach matki lub na
ojcowskich kolanach. A gdy już miałem trzy lata i ojciec zezwolił mi potrzymać
bat, byłem chyba najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem...
...Dnia 23 grudnia 1937 roku o
godzinie drugiej w nocy zapukano do naszych drzwi. Ojciec zapytał kto tam?
Odpowiedziano, że kontrola dokumentów. Ojciec otworzył, weszło dwóch mężczyzn,
jeden w mundurze NKWD, a drugi po cywilnemu. Mundurowy z karabinem Stał
przy drzwiach, a cywil poprosił ojca o dowód osobisty. Kiedy cywil trzymał
już dowód w rękach, zapytał ojca o nazwisko, a po odpowiedzi nawet nie
zajrzał do dowodu, kazał ojcu wziąć bieliznę i iść z nim ...W imieniu mojej
matki Puliny Mierzanowskiej wielokrotnie pisałem do władz radzieckich o
poszukiwanie ojca Michała Mierzanowskiego aresztowanego przez NKWD w
1937 roku...
...oto na list matki odpowiada:
"W związku ze zgłoszonym poszukiwaniem Mierzanowskiego Michała..-
...z żalem zawiadamiamy, że Mierzanowski
Michał ur. 1896 r. Winnicka obł. s. Kazimierza, zmarł dnia 1.XI.1942 r.
na terenie ZSRR."
...W roku 1990 zwracam się ponownie
do prokuratury w Kijowie o wyjaśnienie okoliczności w jakich zginął mój
ojciec oraz podanie treści wyroku, Na ten list otrzymałem nareszcie prawdziwą
wyczerpującą odpowiedź z Państwowego Archiwum powiatu m. Winnicy tak zwane
Archiwalne zaświadczenie, co po przetłumaczeniu brzmi następująco: "W dokumentach
Państwowego Archiwum powiatu Winnickiego znajduje się wiadomość, że Pan
Mierzanowski Michał syn Kazimierza urodzony w 1894 roku we wsi Małe Krusz
lince, powiat Winnica, za dokonywanie kontrrewolucyjnej agitacji został
aresztowany 22 grudnia 1937 roku. Decyzją Narodowego Komisarza Spraw Wewnętrznych
ZSRR i Prokuratora ZSRR został rozstrzelany 1 lutego 1938 roku w Winnicy.
W roku 1960 przez Kolegium Sądu Rady Państwa USSR został zrehabilitowany.
Ofiary represji zostały ekshumowane i pochowane w mieście Winnica przy
ul. Podleśnej na cmentarzu przy szosie Chmielnickiej."
...Dziś chodzę ulicami Warszawy,
trudno jest uwierzyć, że w 1945 roku zastałem ją całą w gruzach. Pamiętam
jak Warszawa w okresie początkowym żywiołowo powracała do życia, mieszkało
się wszędzie: w piwnicy, w norze, ale w Warszawie, ale u siebie. Rosłem
razem z Warszawą, dokonując dokumentacji fotograficznej.
Zmiany zachodziły niemal z dnia
na dzień...
...Oto zbliżył się czas, kiedy
trzeba zamknąć pracownię, której nie da się przekazać żadnemu z synów.
Mają oni inne zainteresowania. Czas kończyć, tę uroczą zabawę. Po prostu
nie te oczy, nie ten wzrok! Trzeba się pożegnać czule i serdecznie z narzędziarni
pracy."
Jednocześnie z wydaniem pamiętników,
Janek wydał album wybranych fotografii obrazujący jak i co fotografował.
U schyłku życia przekazał zbiory Fundacji "Fotografia dla Przyszłości"
z nadzieją, że będą dobrze zagospodarowane. Mam również taką nadzieję.
Wiadomości Fotograficzne 3/2000

|
Paryski
Miesiąc Fotografii
Od roku 1980 co dwa lata Paryż "żyje"
fotografią i to w późnych miesiącach jesieni. Zaczyna się zwykle w końcu
października, lecz wystawy otwierane w drugiej połowie listopada kończą
się często dopiero w styczniu. Inicjatorem tego festiwalu i dotychczasowym
organizatorem jest Stow. PARIS AUDIOVISUEL. Protektorem natomiast był przez
wiele lat ówczesny mer Paryża Jacques Chirac, który nie tylko pisywał wstępy
do katalogów lecz brał również udział w konferencjach prasowych (miałam
możliwość w takiej uczestniczyć w Ratuszu na rue de Pivoli w r.1992). To
on przyczynił się do tego, że w połowie lat 90. odbudowano zabytkowy pałacyk
w dzielnicy Marais i urządzono w nim Europejski Dom Fotografii. W tej dzielnicy
mieszczą się muzea (Carnavalet, Sully, Historii Francji), które w czasie
miesiąca fotografii eksponują historyczne wystawy fotografii, a poza tym
na sąsiednich ulicach mieszczą się galerie fotografii. Obecny mer Paryża
Jean Tiberi powiedział w czasie inauguracji w r.1996, że ten Dom przeznaczony
jest nie dla elity, lecz dla każdego obywatela. I rzeczywiście wszystkie
sale dostępne są dla osób niepełnosprawnych, którym służy specjalna winda,
dla źle widzących są specjalne telewizory, a dla źle słyszących odbywają
się wykłady w języku migowym.
Ze zniżek korzystają emeryci, nauczyciele
i młodzież oraz bezrobotni, a w środy wstęp jest wolny. Przez cały rok
odbywają się wystawy jest czynna biblioteka i videoteka, a nawet atelier
dla zainteresowanych. W tym roku w lipcu mogłam obejrzeć na wszystkich
piętrach wspaniałą wystawę Sebastlano Salgado "Wypędzeni", a w listopadzie
retrospektywę Hiro i Irving Penna oraz 350 zdjęć wybranych spośród tysięcy,
które pod auspicjami Betranda Faucon wykonali młodzi ludzie w 20 krajach
na różnych kontynentach.
Dwa lata temu widziałam tam wystawę
zdjęć wykonanych przez więźniów, którzy na miejscu uczyli się fotografii
pod patronatem takich mistrzów jak Cartier-Bresson i Boubat. Stowarzyszenie
Paris Audiovisuel pod kierunkiem Jean Luc Monterosso i Joel Barard przez
cały rok pracuje nad tym, by fotografia była dostępna dla wszystkich i
dla tych których interesuje historia i dla tych, którzy fotografię traktują
jako środek wyrazu tego, co chcieliby przekazać innym. Poza wystawami w
MEPie przez cały rok eksponują wystawy w salonie "&pace" w Forum des
Halles. Od wielu lat wystawy "miesiąca fotografii" podporządkowane są z
góry wyznaczonym tematom.
Tym razem dla uczczenia 20-letniego
jubileuszu tematem wiodącym był Paryż, potraktowany historycznie ( w muzeach
), oraz niezwykle liberalnie przez różne galerie. Wśród 40 wystaw większość
stanowiły prace w konwencji czarno-białej, a tylko nieliczne w kolorze.
Oczywiście poza tematycznymi było
kilkanaście o charakterze retrospektywnym dla uczczenia indywidualnych
rocznic. Za każdym razem w czasie miesiąca fotografii w parzystych latach
późną jesienią wszystkie dzielnice Paryża mają wystawy i to nie tylko w
znanych galeriach, zagranicznych instytutach lecz również w merostwach
20 dzielnic Paryża, a nawet na dworcach. Dwa tygodnie pobytu w Paryżu,
z mego doświadczenia pozwalają na obejrzenie zaledwie połowy tych wystaw
tym bardziej, że niektóre galerie eksponują kolejno dwie wystawy z tej
okazji. Ten wspaniały miesiąc fotografii liczy więc czasem 90 dni. Trzeba
dobrej znajomości topografii stolicy Francji, by zdążyć na wernisaże w
różnych dzielnicach tego samego dnia. W 1996 roku jednego wieczoru było
ich 12; Tym razem w ciągu 2 tygodni zwiedziłam zaledwie 36 wystaw, a przecież
poza fotograficznymi są również malarskie, których nie można pominąć. W
tym roku w ulewnym deszczu pod parasolami stali ludzie w długiej kolejce
by obejrzeć wystawę "Morze Śródziemne od Courbeta do Matisse'a" w Crand
Palais.
Poza wystawami w MEPie i w Forum
des Halles odbywają się interesujące pokazy filmów oraz spotkania z autorami,
które pozwalają na pogłębienie wiedzy o historii fotografii i poznanie
współczesnych mistrzów.
WF 2/2000

|
O
grupach twórczych
Znane są w historii fotografii polskiej
okresy bogate w grupy twórcze lub prawie całkowity ich brak. Grupy takie
często uważano za tzw. "awangardę". Można wiele grup zaliczyć do awangardowych.
Wiele grup pozostawiło trwały zapis w fotografii i miało wpływ, że polska
fotografia była znaczącą na świecie.
Po zakończeniu II wojny światowej
można wymienić takie jak: "Podwórko" ,"Przedszkole", "Stodoła", "Zero",
"Zwyczajna", "Fakt", " A-74" i inne. Z grupami związane są takie nazwiska
jak: Edward Grochowicz, Juliusz Garztecki, Czesław Kuchta, Józef Robakowski,
Andrzej Brzeziński, Jerzy Olek, Mieczysław Cybulski, Janusz Nowacki
i wiele innych.
Każda z grup miała swoją ideę.
Należałoby zapisać na karty polskiej historii fotografii ich dokonania i
doświadczenia, które powinni poznać zwłaszcza młodzi twórcy.
W roku 1976 odbyło się w Radomiu
spotkanie fotograficznych grup twórczych. Komisarzem tego spotkania był
Krzysztof Rosiński.
Uczestniczyli przedstawiciele ponad
40 grup z Polski. Wielu krytyków i teoretyków fotografii miało sporo zajęcia.
W wyniku dyskusji Jerzy Busza napisał kilka artykułów z których podaję
fragmenty dotycząc jednej z grup:
"Grupy twórcze są wynalazkiem artystów,
którym indywidualne zdobycie sławy przychodzi zbyt ciężko. Wiadomo, że
grupie zawsze łatwiej... Grupy twórcze z reguły skupiały ludzi walczących
o uznanie nowych, nie będących w społecznym obiegu wartości w sztuce. Przy
towarzyszącym poszanowaniu indywidualizmu poszczególnych twórców, wszystkich
powinna łączyć wspólna ideologia sztuki.
Fotograficznym grupom twórczym
zawsze przyglądałem się z nieufnością. Może dlatego, że głęboko wierzę
w staroświecką lecz dla mnie świętą prawdę, iż dojrzałe dzieło sztuki powstaje
wyłącznie w samotnym umyśle.
Nie znaczy to, bym nie doceniał
działań zbiorowych, które zawsze mogą odegrać rolę swego rodzaju katalizatora.
Warto więc jednak udostępnić innym
doświadczenia działającej... ...grupy "FAKT".
Prowadzona przez jednego z najlepszych
instruktorów fotografii (...), grupa jest zjawiskiem nieomal unikalnym.
Jej członkami są fotografowie... (instruktorzy fotografii). O powodzeniu
ich różnorodnych działań decydują w głównej mierze bardzo oryginalne założenia
"teoretyczno-organizacyjne".
...Fotografię traktuje jako pretekst
służący aranżowaniu sytuacji artystycznych, także jako tworzywo pozwalające
w dość swobodny sposób prześledzić proces twórczy, w przemyślany sposób
zorganizować sytuację sprzyjającą efektywnemu odbiorowi dzieł.
Z wielu różnych działań grupy "Fakt"
warto przypomnieć... ...Jednym z nich była akcja "Spojrzenie dziecka".
Akcję przeprowadzono z udziałem
dzieci z jednego z warszawskich ogródków jordanowskich. Uczestnikom, dzieciom
rozdano zdjęcia fotograficzne przedstawiające znane im miejsca w planie
ogólnym. Dzieci same dokonywały wyboru najbardziej ich zdaniem interesującego
fragmentu fotografii. Wkrótce potem mali uczestnicy otrzymali wybrane przez
siebie fragmenty zdjęć powiększone do wymiarów wystawowych. Każdy uczestnik
bawiąc się uczył, charakterystyczną i naturalną "dziecięcą bezinteresownością"
ingerował w proces twórczy, eksponował swoją własną, przez siebie wybraną
rzeczywistość.
Najbardziej jednak interesująca była
akcja "Odkrywanie" przeprowadzona w plenerze w środowisku wiejskim. Użyto
zmodyfikowanego środka przekazu w postaci odbielonych fotografii. Współuczestnicy,
mieszkańcy wsi, poprzez ponowne wywoływanie własnoręcznie ujawniali obrazy
fotograficzne przedstawiające widoki ich własnych domów, podwórek, zabudowań
gospodarczych. Mogli zatem uczestniczyć w "magicznym" procesie odkrywania
ich zreprodukowanego świata. Przestawali być biernymi obserwatorami- odbiorcami
a stawali się liczącymi się współtwórcami dzieła.
Zerwanie z działaniami, których
sens wykłada się w produkcji dzieł w historycznych kostiumach byłych konwencji
estetycznych, co z reguły charakteryzuje fotografię niezarobkową, jest
programem wnoszącym element przygody. Przygody tym cenniejszej, że nie
obliczonej na zdobycie za wszelką cenę entuzjastycznego aplauzu środowiska.
Przygody, w której sztuka służy najwspanialszemu z porozumień - międzyludzkiej,
pełnej komunikacji.
Prawdziwy sukces grupa "Fakt" zawdzięczała
łączeniu działań twórczych z próbą wyposażania współuczestników swych akcji
W szerokie kompetencje kulturowe. Jej akcje były realizowane głównie w
środowiskach nie nawykłych do zbyt częstego kontaktu z trudniejszymi tekstami
kultury. Jeżeli więc członkowie grupy "Fakt" potrafili aktywizować sferę
emocjonalną i intelektualną odbiorców swej sztuki, jeżeli potrafili dostarczać
im niezbędnego aparatu pojęciowego, dzięki czemu mogli oni pełniej i lepiej
korzystać z dobrodziejstw współczesnej fotografii artystycznej, jeżeli
wreszcie bawiąc się sami, mądrze bawili innych... To chyba zupełnie wystarczy,
by grupę "Fakt" uznać za jedno z bardziej interesujących zjawisk w środowiskach
fotograficznych."
Jest faktem, że fotografia umożliwia
poznanie ważnych problemów społecznych. Grupa "Fakt" traktowała fotografię
jako proces składający się z obserwacji, poprzez następującą po niej obróbkę
techniczną, do odtworzenia sytuacji w umyśle oglądającego, gdzie obraz
fotograficzny nie jest dziełem, ale środkiem przekazu, natomiast dziełem
jest sam proces.
Takie rozumienie sytuacji spowodowało
przyjęcie formy pracy grupy "Fakt" w postaci działań fotograficznych w
różnych środowiskach społecznych.
Przyjęty schemat działania: Autorzy
- fotograficzny środek przekazu - grupa społeczna. Z założeń wynika, że
chodzi o fotograficzny przekaz treści i społeczne zaangażowanie uczestników
działania w istotne problemy danego środowiska.
Uczestnikami grupy "Fakt" byli:
Jan Chojnowski, Mieczysław Cybulski, Andrzej Bogucki, Stanisław Fabjanowicz,
Albert Krystyniak, Leonard Karpiłowski, Bogdan Laskowski, Henryk Nowicki,
Tadeusz Słomiński, Zdzisław Stachyra.
WF 2/99

|
Wystawa
problemowa
Plamy błękitu
"Plamy błękitu" to tytuł zestawu
fotografii prezentowanej w maju br. na wystawie w Galerii "Styk" w Warszawie,
a następnie na Polach Mokotowskich z okazji "Dni Ziemi". Autorami prac
są: Mieczysław Cybulski i Grażyna Sosenko z Fotoklubu RP.
Jest to fotografia przetworzona. Deformacja obrazu fotograficznego oraz
montaż spotęgowały problem ekologiczny jakim jest zatruwanie powietrza.
Pracami zainteresowało się Ministerstwo Ochrony Środowiska, a do ekspozycji
zaprosiło kilka instytucji w kraju. Fotografie zestawu powstały bez użycia
nowoczesnych technik obróbki. Mieczysław Cybulski już w początkach lat
70 przetwarzał barwne fotografie, które znane były nie tylko z wystawa
również z publikowania w prasie. W tamtych latach przetworzone fotografie
były zjawiskiem niecodziennym. Autor nazywał swoją technikę "barwografią",
a jego tego typu pierwsza wystawa zatytułowana była "BARWOGRAFIA I"
a następnie "BARWOGRAFIA II" i dalsze.
|
Autor Mieczysław Cybulski na tle
wystawy "Plamy błękitu"
fot. P. Dubicki
|
Wystawa "Plamy błękitu" są
to fotografie przetłoczone na płótno i eksponowane w plenerze, zawieszone
na linie. Stanowi interesującą ekspozycję o bogatej wieloznacznej treści,
zmuszającej do refleksji, do zastanowienia się nad problemem i zagrożeniem
jakim jest zatruwanie powietrza.
Wiadomości Fotograficzne 1/97 (pierwszy
numer)

|
|
"Podlaski
Przełom Bugu"
w Łazienkach Królewskich
W dniu 17 października br. została
otwarta wystawa fotografii z plenerów "Podlaski Przełom Bugu", w Starej
Pomarańczarni w Łazienkach Królewskich w Warszawie. W otwarciu oprócz licznie
przybyłych autorów, zaproszonych gości, uczestniczyli przedstawiciele władz
oraz Ministerstwa Środowiska i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Prace obrazujące krajobrazy zostały
wkomponowane w roślinność pomarańczarni. Stwarzało to inną, wzbogaconą formę
odbioru.
|
fot. Maja Pruska-Zbrzeska
|
W czasie uroczystości.
Andrzej Jezierski - Wicedyrektor w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa
Narodowego dokonał wręczenia Małgorzacie Dołowskiej - (Dyrektor
Fundacji "FotografIa dla Przyszłości") i Grażynie Sosenko -(Sekretarz
Zarządu Fundacji "FdP") odznaki "zasłużony działacz kultury" za dziesięcioletnią
działalność w dziedzinie sztuki i edukacji fotograficznej, gdyż w bieżącym
roku Fundacja obchodziła dziesiątą rocznicę zaznaczoną wieloma dokonaniami
dla rozwoju kultury fotograficznej.
Moment wręczenia odznak "Zasłużony
Działacz Kultury"
|
|
WF
3/2000

|
Pytanie
przełomu wieków
Wiek XIX dał światu fotografię,
wiek XX uczynił ją powszechną i co dalej. Fotografia robi zawrotną karierę.
Stało się tak za sprawą obrazkowej cywilizacji, którą wykreowała ludzkość
w ostatnich latach kończącego się tysiąclecia. Fotografia jest wszędzie,
stała się najważniejszym nośnikiem informacji, utrwalaczem przeszłości,
przybiera funkcje dydaktyczne, a wreszcie staje się poważną konkurencją
innych dziedzin twórczych. Kontynuując tą myśl spójrzmy na sale wystawowe,
gdzie wystawy fotograficzne wypierają konkurencję. Ogromne widownie posiadają
nie tylko tradycyjnie wzbudzające zainteresowanie World Press Photo, czy
wystawy autorskie uznanych twórców światowej sławy. Na naszym prowincjonalnym
poletku widać również duże zainteresowanie wystawami i konkursami fotograficznymi.
Z drugiej strony zauważa się całkowity
brak możliwości sprzedaży prac fotograficznych bez względu na tematykę
i technikę wykonania. Galerie nie sprzedają prawie żadnych prac fotograficznych.
Najprawdopodobniej powodów jest kilka, ale najważniejszym jest przeświadczenie
o łatwości wykonania zdjęcia i możliwości samodzielnego dołączenia do grona
twórców. Rzemieślnicze zakłady usługowe i profesjonalne laboratoria są
powszechnie obecne na naszych ulicach, jest ich bardzo dużo i o dziwo wszystkie
mają co robić. To przedziwny fenomen obrazowania zwanego fotografią. Ludzie
na przełomie wieków stają się całkowicie uzależnieni od fotografii. Łatwość
i dostępność aparatów fotograficznych, materiałów o coraz wspanialszych
możliwościach, studia obróbki zdjęć na każdym rogu ulicy sprawiają, że
nie potrafimy żyć bez fotografii.
Do tego dochodzi jeszcze nowy nośnik
zapisu obrazu. Cyfrowy wiek XXI uczyni powszechnym zapis w formie nieskończenie
długich łańcuchów zer i jedynek. Świat traci delikatność analogowych zmian.
Od koloru białego do czarnego dzieliły w obrazach fotograficznych głębokie
szarości z bogatym życiem wewnętrznym. Cyfrowe tak - nie, jeden -zero.
Aż dziw, że z tego porządku tworzy się tyle wspaniałego kolorytu, zróżnicowania
barw i subtelności wyrazu. Człowiek nowego wieku, zaprogramowany do końca,
sterowany zegarem z dokładnością do milisekundy, realizować będzie krok
po kroku procedurę każdego procesu. Będzie mógł tworzyć i zapisywać w przedziwnie
łatwy sposób wspaniałe obrazy. Nieskończone możliwości przeróbki i zmian
obrazów "z cyfrownych", daje przyszłej fotografii wielkie możliwości. Umysł
twórczy podsuwał będzie odpowiedź jak korzystać z tych możliwości. I ten
przedziwny taniec zer i jedynek wszystko opisze i pozostawi w pamięci.
Cyfrowy wiek XXI zmiana narzędzi i środków wyrazu.
Cyfrowy wiek XXI to nowe możliwości.
Nie zawładnie jednak nowa technika całkowicie duszami, sercami i umysłami
przyszłych pokoleń. Dusza człowieka pozostanie liryczna i dążna różnych
doznań. Z przyjemnością przychodzić będziemy nadal na wystawy fotografii,
aby podziwiać szacowność obrazów czarno-białych, perfekcyjno tradycyjnych
technik specjalnych, tęczę barwnej fotografii i przyglądać się ogromnej
pomysłowości i przeogromnym możliwościom fotografii manipulowanej komputerowo.
Taką widzę przyszłość fotografii nie będąc w żadnym wypadku przeciwnikiem
fotografii cyfrowej. Komputer, już od pewnego czasu, traktuję jako bardzo
wygodną ciemnię fotograficzną. Fotografia daje tyle możliwości twórczych,
że dla każdego wystarczy i każdy znajdzie swoje miejsce.
Tymi kilkoma spostrzeżeniami chciałbym
podzielić się z miłośnikami sztuki fotograficznej. Mam nadzieję, że nie
pisałem truizmów i inni też będą chcieli podzielić się z innymi swoją odpowiedzią
na pytanie przełomu wieków. Gościnne łamy " Wiadomości
Fotograficznych" otwarte
są dla naszych wypowiedzi.
Leszek Jastrzębiowski
AFRP
Prezes Radomskiego Towarzystwa
Fotograficznego
WF 3/2000

|
Spotkania z fotografią
(fragment)
W Węgrowskim Ośrodku Kultury w Węgrowie
w kwietniu br. odbyło się spotkanie miłośników sztuki fotograficznej z
Mieczysławem
Cybulskim, na którym również prezentowała swoje prace
Małgorzata
Dołowska. Dyskutowano o współczesnej fotografii artystycznej i możliwościach
technicznych.
Podczas spotkania znany z działalności
fotograficznej Pan Michał Kurc otrzymał legitymację członka rzeczywistego
AFRP wręczoną przez Prezesa Fotoklubu RP Mieczysława Cybulskiego.
Wiadomości o fotografii środowiska
węgrowskiego zamieszczone są w Internecie i zapraszamy do odwiedzenia tej
strony. Adres strony: http://www.kki.net.pl/afrpkurc
WF 5/98

|
"Stodoła
2000 - Plamy błękitu" w Przasnyszu
Jak nie wielu mogło zrobić wiele
dla wielu
Znany art. fotografik - członek
Fotoklubu RP Tadeusz Myśliński wraz z kolegą Romanem Wierzbickim
podjęli się organizacji działania artystycznego i integrującego mieszkańców
Przasnysza. Na dziedzińcu Ratusza urządzili wystawę fotografii pt. "Plamy
błękitu" część I Mieczysława Cybulskiego i część II Grażyny Sosenko.
Wernisaż odbył się w udziałem licznie przybyłych mieszkańców Przasnysza
i przedstawicieli samorządu. Z dużym zainteresowaniem była oglądana wystawa
w trakcie, której rozwinęła się dyskusja, autorzy odpowiadali na liczne
pytania.
Wystawa miała charakter problemowej
fotografii. Po wernisażu znany satyryk Krzysztof Daukszewicz powiedział,
że zwabienie go przez Tadeusza do Przasnysza wyglądało tak: Spotkali się
"na rybach".
-Jestem znanym przasnyskiem fotografikiem
- przedstawił się Tadeusz Myśliński.
-A ja znanym satyrykiem - Krzysztof Daukszewicz.
Zaproponował, że zrobi mi za darmo
zdjęcie. Gdy już zrobił, zapytał czy nie wystąpiłbym za darmo jako gość
"Stodoły"... I stąd wzięła się moja obecność.
Podobnie było z wystawą. Będąc
w Warszawie Tadeusz Myśliński po obejrzeniu prac powiedział: "Wypożyczcie
fotografie to powieszę w 'Stodole' i proszę przyjechać na wernisaż". Wiele
napisano w miejscowej prasie o tej imprezie. Dlaczego Stodoła? Z takim
pytaniem zwrócono się do Tadeusza Myślińskiego ...wpadłem na pomysł, żeby
pokazywać fotografie podczas wakacji w plenerze, gdzie piękne są pola,
krzaki, trawy, drzewa. I tak marzyłem o jakieś stodole, która byłaby z
dala od zabudowań. I na taką trafiłem.
Pobudowano ją tuż po wojnie w szczerym
polu. Rolnik okazał się wspaniałym człowiekiem. Stwierdził: "Proszę pana,
czego nie robi się dla sztuki. Proszę bardzo, możecie z niej korzystać. I tak się zaczęło. Ja sprowadzałem
znaczących fotografików, a Romek wzbogacał imprezy happeningiem...
Stodoła spłonęła. Zostały z niej
tylko drzwi, które przeniesiono na dziedziniec Ratusza. Na drzwiach umieszczono
nazwy firm sponsorujących imprezę ale nie można było dostrzec udziału samorządu,
chociaż w rozmowie przedstawicieli władz doceniali inicjatywę artystów,
którzy marzą o stałym miejscu, gdzie mogliby prezentować sztukę. Jak dotychczas
mają drzwi od starej stodoły.
Po godzinnym wystąpieniu satyryka
publiczność została zaproszona do pobliskiego sadu Romana Wierzbickiego,
gdzie pod obszernym baldachimem rozpalono ognisko wokół którego na ławkach
zajęli miejsca uczestnicy.
Był prosiak z rożna dobrze przygotowany,
było piwo i przyjacielskie rozmowy w letni wieczór. Organizatorami bez
pieczątki byli: Tadeusz Myśliński i Roman Wierzbicki. Należą się nie tylko
słowa uznania autorom pomysłu. Można oczekiwać, że władze miasta docenią
i spełnią obiecaną pomoc.
WF 3/2000

|
Warszawskie
Muzeum Fotografii
Przez okres ponad pięćdziesiąt lat
Jan
Mierzanowski zdfp - kolekcjonował aparaty i sprzęt fotograficzny. Jak
wynika z katalogu w kolekcji znajduje się ponad 1315 sztuk różnego sprzętu
oraz wydawnictwa i fotografii. Najstarsze aparaty fotograficzne pochodzą
z roku 1890 i są cennym zabytkiem.
W 75 rocznicę urodzin przekazał
zbiory Fundacji "Fotografia dla Przyszłości" w Warszawie, ustanawiając
kustoszem Małgorzatę K. Dołowską. Czynione są starania aby w stolicy
powstało muzeum sztuki i techniki fotograficznej. Nie wiemy, kiedy dojdzie
do realizacji, jeżeli Jan Mierzanowski przez półwiecze czynił starania
bez wyników pozytywnych, chociaż obiecywano wiele, nam też. Może w nowej
rzeczywistości staraniem Fundacji dojdzie do otwarcia Warszawskiego Muzeum
Fotografii i spełnią się marzenia Jana - nestora kolekcjonerów.
Dobrze, że wielu zbieraczy dawnych
fotografii i aparatów chronią spuściznę pokoleń przed zniszczeniem. Są
to cenne ślady przeszłości. Fundacja "FdP' gromadzi i przyjmuje dalsze
darowizny na cele muzealne, powiększając w ten sposób zbiory Jana Mierzanowskiego
dla przewidywanego muzeum.
Wybrane zestawy dawnych aparatów
fotograficznych prezentowane były na różnych imprezach okolicznościowych
przez Fundację. Ekspozycje cieszą się zainteresowaniem wielu ludzi. Największe
zainteresowanie przejawia młodzież, oglądając aparaty fotograficzne, zapoznaje
się rozwojem myśli konstrukcyjnej. Są to wartościowe informacje z historii.
Podajemy adres Fundacji: "Fotografia
dla Przyszłości" ul, Grójecka 75, 02-094 Warszawa.
WF 4/98

|
Węgrowski
Klub Fotograficzny
W październiku br. w Galerii
m-wok
(Węgrowski Ośrodek Kultury) prezentowano prace członków Węgrowskiego Klubu
Fotograficznego: Jerzego Jakubika, Michała Kurca AFRP , Romana
Postka i Pawła Terlikowskiego.
Listopadowa
impresja - fot. Michał Kurc AFRP
Wystawa jest wynikiem pleneru WKF,
a tematem "Cmentarze Ziemi Liwskiej". Roman Postek w katalogu wystawy napisał:
"...Jesienne cmentarze mają swój specyficzny klimat. Spadające pożółkle
liści, cisza panująca w przyrodzie szykującej się do zapadnięcia w długi
sen, nostalgia za mijającym latem, podkreślają nastrój tego "miasta zmarłych",
przypominają o kruchości ludzkiej egzystencji skłaniając do refleksji nad
własnym życiem.
Wiejskie cmentarze są częścią życia
społeczności, przyjmującej w sposób równie oczywisty narodziny i śmierć
jak cykliczne misterium pór roku. Wysiłek, jaki ludzie wkładają w upamiętnienie
swojego życia z myślą o potomnych owocuje często w zabytkach wysokiej klasy
artystycznej... "
WF 6/98
|
|