|
Jak rozpoczął się pana romans z fotografią?
|
Rozpoczął się w Szkole Podstawowej nr 2 w Sokołowie Podlaskim. Zacząłem poznawać fotografię w klasie piątej. Wówczas kółko fotograficzne prowadził pan Grądzki. Po pierwszych dwóch zajęciach musiałem już sprawdzić czy sam potrafię wywołać film, zrobić pierwszą odbitkę. Później byłem prezesem kółka fotograficznego. Stanowiła je grupa około piętnastu osób. Pamiętam, że skarbnik zbierał po 5 złotych miesięcznie na działalność kółka. To wystarczało, żeby każdy mógł dowolnie fotografować, robić odbitki w ciemni. |

|
Powierzono mi funkcję wykonywania zdjęć - reportaży z życia szkoły. Gdzieś w swoim albumie mam nawet takie pierwsze zdjęcie z apelu uczniowskiego. To tam wszystko się zaczęło.
Fotografia jest dla pana...
Fotografia jest dla mnie na pewno sposobem na życie, jest pasją. Ona mnie wychowała i wychowuje.
Uważa się Pan za artystę dojrzałego, całkowicie uformowanego, czy może jest jeszcze w pana twórczości miejsce na eksperymenty?
Być artystą dojrzałym? Eksperymentuję przez cały czas. Dzisiejszy pomysł rodzi jutrzejszy pomysł. Poszukuję takiej formy wypowiedzi, żeby piękno ukazać w sposób jak najbardziej prosty.
Natchnienie twórcze w fotografii jest równie ulotne jak w poezji? Czy można powiedzieć: "Fotografem się nie jest, fotografem się bywa"?
Na pewno. Tak jak w każdej dziedzinie. Są takie sytuacje, że mogę pracę zrobić w ciągu jednej chwili, a nieraz
robię ją na przykład 3 miesiące. Zaczynam i dopiero po pewnym czasie muszę
ją na nowo
przeanalizować, inaczej przedstawić, na przykład "przefiltrować" obraz i dopiero
go eksponować. Za przykład wykonania pracy w jednej chwili może posłużyć fotografia znajdująca się na stronie internetowej w
"galerii m" - ekspozycji zatytułowanej "Jesienny spacer". Powstała ona bezpośrednio po przeczytaniu wiersza poetki węgrowskiej pani Jadwigi
Zgliszewskiej. W elektronicznym fotomontażu do tej pracy posłużyłem się fotografiami z Sokołowa.
Jest jakiś mistrz, wzór, który chciałby pan doścignąć?
Nie mam takiego mistrza, ale to nie znaczy, że jestem zamknięty na inspiracje. Wcześniej bardzo dokładnie analizowałem prace
Witolda Romera, polskiego fotografika, jego izohelię. Izohelia jest to obraz warstwowy. To tzw. zdjęcie plakatowe,
obraz z bliska obserwujemy jako mnóstwo różnych plam, a z daleka
wygląda bardzo plastycznie. Bardziej wydobywa izohelia
bryłowatość postaci, przedmiotów i to fascynuje mnie w fotografii. Dlatego też w obecnych moich pracach izohelia cały czas przewija
się w tej, czy innej postaci.
Jest troszeczkę zmieniona przez fotografię cyfrową ale zawsze mam na myśli izohelię
Romera.
Mówi pan, iż "z wyróżnień najwyżej ceni sobie dowody sympatii tych, którzy odnaleźli coś dla siebie w pana poczynaniach twórczych prezentowanych w postaci wystaw i w wirtualnej galerii na stronie internetowej". Czyżby najbardziej cenił pan sobie emocje wywoływane przez pana prace?
Tak, emocje. Emocje ludzi, którzy wyrażają je nawet w listach do mnie. Na pewno, jeśli człowiek tworzy; to potrzebuje
przyjaciela - odbiorcy. Obecnie w wirtualnej galerii prezentuję zestaw zdjęć zatytułowany:
Sokołów Podlaski - "z tamtych lat". Praca nad nimi była dla mnie nowym doświadczeniem. Nie przypuszczałem, że wspomnienia mogą wywołać tyle emocji. Trudno mi było dobrać prace do galerii, ale wybrałem te, które spotkałem na ścieżkach w Sokołowie z tamtych lat. Są one
także osobistym przeżyciem wielu gości mojej galerii.
Czy jest jakiś klucz, który otwiera furtkę do rzeczywistości Michała Kurca, jakieś przesłanie dla odbiorcy?
Oczywiście, że tak. Zawsze w twórczości musimy w jakiś sposób opowiedzieć się.
W mojej twórczości na przykład nie wybiegam gdzieś poza obszar Polski, żeby fotografować atrakcyjne miejsca i je pokazywać. Wolę fotografować tutaj gdzie żyję, jestem. Jeżeli od 1988 roku mieszkam w Węgrowie, to uważam, że najważniejszą rzeczą jest codzienność obcowania z miastem - zabytkami, ludźmi, architekturą. Piękno, które jest tam ukryte, uwydatniam, aby w codzienności pokazywać niecodzienność. Mało tego, żeby pokazać człowieka, który poszukuje może jakiejś prawdy o sobie, o życiu, swojego portretu. Swój własny portret znalazłem czytając Pismo Święte. Tam zobaczyłem człowieka dobrego, takiego, który powinien się z drugim dzielić pięknem. To spowodowało, że moja twórczość w ten a nie inny sposób dzisiaj
tak wygląda.
Czy jako artysta czuje się pan spełniony, czy nadal jeszcze o czymś marzy?
Artysta spełniony. Ja nie wiem, czy coś takiego funkcjonuje w naszym życiu, chyba nie? Jesteśmy w drodze, żyjemy. Artysta to człowiek, który ma odwagę pokazania tego, co może inni spostrzegają, a zostawiają
to dla siebie. On uzewnętrznia, pokazuje, dzieli się tym.
Szacował pan ilość swoich prac, wie pan ile ich jest?
Tego nie wiem.
Czy jest wśród nich jakaś ulubiona?
Nie mam pojedynczej pracy, która jest mi najbliższa. Nie tworzę dla siebie.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Agnieszka Rońda
_______________________________________
Nr 1 (85) 17 października 2004
Gazeta
Sokołowska i Węgrowska |